Geoblog.pl    dzidek1960    Podróże    Rowerowy trip po restauracyjnych i małych browarach północnych Czech.    Ještěd zdobyty!
Zwiń mapę
2014
06
sie

Ještěd zdobyty!

 
Czechy
Czechy, Tanvald
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 195 km
 
Krótko po północy budzi mnie dziwny dźwięk, jakiś ryk. W okolicy chyba wszystkie psy szczekają a ryk się znowu powtarza. Przewracam się na drugi bok i śpię dalej. Jakieś dwie godziny później budzę się i idę podlać krzaczki. Rozpinając zamek namiotu słyszę ten sam ryk będący odpowiedzią na dźwięk zamka, dochodzi z innej strony ale nadal od lasu i z niewielkiej odległości. Pierwszym skojarzeniem jest słynna z ogórkowych sezonów lat poprzednich pantera ale że zawsze z tych informacji się śmiałem to i tym razem stwierdziłem, niemożliwe. Przypuszczam, że mógł to być ryś. Do rana spokój, wstaję, zdejmuję górną część poszycia namiotu i czekam aż słońce go przesuszy. Namiot mimo dużych powierzchni wentylacyjnych, gdy nie ma wiatru ma tendencję do osiadania pary od wewnątrz i często jest w środku mokry. Po śniadaniu około 10,00 wyruszam w trasę, cel zdobyć Ještěd, szczyt górujący nad Libercem. Po drodze jeszcze podjeżdżam pod Pivovar Konrad, oglądam go z zewnątrz, pytam się na bramie o możliwość zwiedzenia ale nie ma takiej możliwości. Jest to jeden z nielicznych w moich planach dużych browarów, mam go po prostu po drodze. Jadę dalej i kolejna ulica całkowicie zamknięta, nie ma nawet możliwości przeprowadzenia roweru a że to boczna uliczka nie ma oznakowanego objazdu. Po kilkunastu minutach poszukiwań znajduję możliwość objechania tego odcinka. Po kilkuset metrach zjazdów i podjazdów docieram do drogi prowadzącej na szczyt. Blisko 12 kilometrowy stromy podjazd, który na łagodniejszych odcinkach takich jak pod wiatrakami w Osiecznej daje możliwość trochę odsapnąć. Oczywiście, nie jestem w stanie go pokonać bez zsiadania z roweru, dwa - trzy razy się zatrzymuję aby trochę odpocząć. Ostatnie 3 kilometry to tak jak pod Belęcinem a miejscami i dużo stromiej, bez żadnych wypłaszczeń, cały czas pod górę. Ostatnie 500 metrów ktoś oznaczył na asfalcie 500, 400, 300 itd. Te setki strasznie się ciągnęły, przypuszczam że przekraczały 12% a ja jadąc 4 - 5 km/h i tak wyprzedzałem pieszych wchodzących na szczyt. Trud wysiłku wynagradzały widoki. Na szczycie dłuższy odpoczynek. Widząc jak czescy rowerzyści wszędzie piją piwo i ja je wypiłem, małe bo na duże zabrakło determinacji. Po godzinie zjazd, pomimo ciągłego używania hamulców i tak prawie cały czas 60 km/h. Przypuszczam, że gdyby nie bagaż i normalny ruch (piesi, samochody i motocykliści) to bez trudu dobiłbym do setki. Po około 4 km zator, jedzie dźwig a za nim sznur samochodów i tylko 40 km/h. Docieram do miasta i tym razem nie kieruję się w jego boczne uliczki tylko na krajową 35 i z niej na 14. Obie drogi mają status dróg krajowych ale w obrębie Liberca wyglądają jak autostrady. "14" za Libercem zmienia się w normalną krętą górską drogę. Zatrzymuję się w Jablonec nad Nisou, małe co nieco na żołądek. Oglądam zaporę na Nysie Łużyckiej, tu maleńkiej rzeczce i zbiornik zaporowy będący miejscem rekreacji dla mieszkańców. Są tu kąpieliska, wypożyczalnie kajaków, mała gastronomia itd. Ruszam dalej i docieram do Tanvaldu, małego miasta niedaleko Harrachova. Tu przed miejscowością dostrzegam dużą tablicę z info o kempingu. Ostro zjeżdżam do centrum miejscowości ale nigdzie nie widzę informacji jak jechać do kempingu. Pytam się o drogę i wskazują mi szczyt wzniesienia po drugiej stronie doliny. Prowadzi do niego stroma stara droga. W pewnym miejscu zamknięta, zerwana nawierzchnia, żwir, robią kanalizę. Nie wiedząc jak to objechać wjeżdżam na ten odcinek. Miejscami muszę pchać rower a miejscami ciężko jadę. Docieram na mój pierwszy kemping, tu na wiszącej mapie widzę że z wioski przed Tanvaldem przez którą przejeżdżałem prowadzi droga na ten kemping bez większych podjazdów. W recepcji opłacam 68 koron za postawienie małego namiotu i jedną osobę, jeszcze o tym nie wiem ale jest to mój najtańszy kemping tego wyjazdu. Dostaję klucz do toalet i bramy wjazdowej. Na miejscu jest duży budynek z czterema toaletami, męską, damską, inwalidzką damską i inwalidzką męską. W męskiej są 3 kabiny natryskowe, 3 ubikacje, 4 pisuary i 4 umywalki, jak dla mnie rewelacja za tak niewielkie pieniądze.Do tego jest jeszcze sala sportowa i pub, restauracja jest w odległości około 100 metrów od kempingu. Polecam ten obiekt każdemu kto by się chciał zatrzymać w tej okolicy. Biorę ciepłą kąpiel, piorę ciuchy, robię kolację popijając piwko i idę spać. Dzisiaj padło 60 km, najmniej w całym tripie ale też trasę rozpocząłem od dużego wysiłku.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (18)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dzidek1960
Zdzisław Wasiołka
zwiedził 1.5% świata (3 państwa)
Zasoby: 39 wpisów39 1 komentarz1 345 zdjęć345 0 plików multimedialnych0